Tata kontra tata czyli historia bez jaj…

Miała to być zabawna, urocza komedia i z jeszcze bardziej uroczymi dzieciakami jak mniemam.Ja poczułam jedno: od oglądania tego coraz bardziej śmierdziały mi oczy.

Zastanawiacie się, co robi normalny człowiek, jak zamiast tego co chce, dostaje zupełnie co innego? Najprawdopodobniej rzuca to w cholerę i kijem więcej nie tyka. Ja jednak obejrzałam do końca, bo cały czas poświęcam się dla Was. Moją misją jest podrzucanie Wam dobrych filmów. Stwierdziłam, że poszukam komedii, bo one czasem też potrafią twórczo nas zaskoczyć.

Niestety, moim skromnym zdaniem wszystkie komedie z ostatnich lat są jak żul. Nigdy nie wiesz, gdzie się zatoczą (tudzież potoczą). Nie chodzi o to, że chciałabym dostawać przewidywalne historie. Jednak po komedii spodziewasz się, że chociaż RAZ się zaśmiejesz. No, w zasadzie raz to takie minimum, ale lepsze to niż nic.

Na emocjonujący orgazm w przypadku tej komedii nie liczyłam, ale chociaż na fajną rozrywkę. Co za to dostałam?

Emocje, tylko jakie?

Podczas oglądania filmu „Tata kontra tata” niezmiernie denerwowały mnie dzieci. Dzieci, które chyba miały być słodkie, a ich ironiczne żarciki dodawać im pikanterii. Niestety. Miałam ochotę dać bachorom porządne lanie, zwłaszcza rozpuszczonej dziewczynce. Sądzę, że twórcy nieco przesadzili i dzieci wyszły zbyt okrutne.

Trzymasz przez cały film kciuki za głównego bohatera, kibicujesz mu i rozumiesz, że nie może osiągnąć swojego celu. Tak skonstruowane są wszystkie historie. Jednak tutaj za mocno identyfikujesz się z nim, w pewnym momencie nawet jest ci go niesamowicie żal. Nie skupiasz się przez to na „śmiesznych” elementach. Masz ochotę dowalić temu, który mu przeszkadza. To nie jest dobry objaw podczas oglądania komedii.

Dwóch kolesi walczy o dzieci, ale też o zdobycie serca matki. Zastanawiasz się jednak, czemu? Jest bezpłciowa i sztuczna. Jedyne co w niej fajne to wygląd. Chwilami miałam wrażenie, że ta pani ma mało wspólnego z głównym celem faceta jej życia. Baba o mydle, dziad o szydle. Ona chce mieć więcej dzieci, a ten próbuje zawalczyć o jej „stare” dzieci. Gdzie tu sens?

Porozmawiajmy o mocnych stronach

Jestem jednak człowiekiem, który zawsze szuka promyczka nadziei. Takie skrzywienie mi zostało po oglądaniu niegdyś czarodziejki z księżyca. Tak więc, zawsze się coś ciekawego NAWET w słabej komedii znajdzie.

1) Świetna gra aktorska Willa Farrella – zawsze uwielbiałam tego aktora i uwielbiać będę. Zdobył moje serce w „Nocy w Roxburry” i ewidentnie zawsze dobrze gra wszystkich świrów i inne gady. Pomnik bym mu postawiła. Uratował film swoją osobą.

2) Sceny z psem – może nie było ich wiele, ale wywołały uśmiech na twarzy. Przypomniała mi się inna zacna, stara komedia z psem w roli hmmm… głównej, ale nie powiem jaka.

3) Thomas Haden Church jako kolejny wybawiciel. Swoimi szczerymi tekstami i swoją haryzmą też zrobił mi dobrze. Głupawy uśmieszek pojawiał się na twarzy, kiedy tylko pokazali go na ekranie.

Podsumowanie

„Tata kontra tata” ma wiele uderzających wad. Skąd więc jednak taka ocena? W zasadzie trochę się wyróżnia na tle komedii, które ostatnio się pojawiają. Nie wiem, czy twórcy chcieli wywołać ten efekt podenerwowania, ale jeżeli tak, to im się udało i wyłamali się ze schematu. Może niektórym się to spodoba. Marzę jednak nadal o komedii, która sprawi, że będę cytowała jej teksty przez kilka lat i wciąż miała poczucie, że to takie ponadczasowe.

Ocena końcowa: 3

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

  • naczytane.blogspot.com

    Nie oglądałam 😉 może dzisiaj go zobaczę 🙂

Powiązane wpisy

Here you can find the related articles with the post you have recently read.