Blog o serialach i filmach anime – pozytywne, smutne, śmieszne

21 16 maja 2018

Recenzja – Devil May Cry

Recenzja – Devil May Cry
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Tajemniczy jegomość pochłaniający tony pizzy z mieczem na plecach w czerwonym płaszczu; wielbiciel lodów truskawkowych. Czego chcieć więcej? Prawdziwy twardziel wyznaczający swoją własną drogę. Jegomościem jest Dante, syn jednego z najpotężniejszych demonów „Spardy” i śmiertelniczki. Dowiadujemy się, że nasz bohater ma mały lokal do którego nikt nie uczęszcza o dziwnie brzmiącej nazwie „Devil May Cry„. Lokal, który prowadzi Dante nie jest jedynym środkiem jego utrzymania. Prowadzi działalność nieodpowiednią, a raczej zbyt niebezpieczną dla zwykłego śmiertelnika. Dante jest najlepszym łowcą demonów jakiego można sobie wyobrazić. Mimo, że bardzo romantyczna praca łowcy demonów nie wydaje się dochodowa… Jak dowiadujemy się na samym początku, główny bohater tonie w długach i zapewne tylko dlatego podejmuje się ochrony pewnej dziewczynki. Bez trudu można się domyślić, że w anime takie zlecenie może oznaczać tylko i wyłącznie olbrzymie kłopoty.

Devil May Cry to 12 odcinkowe anime, wzorujące się na serii gier z udziałem naszego głównego bohatera. Pierwsze wrażenie po odpaleniu openingu (który jest moim zdaniem mistrzowski) zapiera dech w piersiach. Fabuła stoi na najwyższym poziomie, porównywalna jest wręcz z tasiemcami które ciągną się nawet po 60 odcinków. Lecz nie da się ukryć, że znaczna część wątków jest dość typowa i przewidywalna, jednakże niektóre z nich potrafią zaskoczyć, a całość ogląda się przyjemnie. Seria jest bardzo krwawa – to prawie gore, przy którym nawet Elfen Lied nie wydaje się taki brutalny.

Ze strony graficzno-muzycznej również ciężko mi znaleźć jakieś słabe strony. Kreska jest – jak dla mnie – bardzo dobra. Zarówno postacie, jak i lokalizacje są świetnie narysowane (może tylko momentami Dante zdaje się być ciut za szeroki w barach), przystępna ludziom nienawykłym do japońskich animacji, do których ja się zaliczam. Walki (bardzo liczne, bardzo krwawe – pierwowzór zobowiązuje, czyż nie?) są zrealizowane znakomicie, komentarze Dantego w ich trakcie dodają im dosyć specyficznego smaczku. Strona muzyczna jest też całkiem niezła – w openingu mamy solidny, symfoniczny kawałek, bardzo dobrze otwierający akcję. W czasie odcinka przygrywa nam albo muzyka symfoniczna, podobna do openingowej albo najróżniejsze gitarowe kawałki, momentami naprawdę fajne i wpadające w ucho.

Bohaterowie, których możemy zobaczyć pojawiły się kluczowe postacie z gry, niestety przez tylko 12 odcinków nie zdążymy poznać dokładnej historii każdego z nich jak to mamy okazję zobaczyć w innych anime typu „FullMetal Alchemist”. Wyczuwalna jednak jest więź Dantego z poszczególnymi postaciami, które mamy okazję zobaczyć i poznać w odcinkach naszej krótkiej lecz bardzo przyjemnej przygody. Stałe relacje możemy dostrzec pomiędzy naszym bohaterem a Morrisonem, który jest jego agentem i przyjacielem. Pomaga mu także załatwiać zlecenia oraz realizować je. Poznamy także 3 kobiety bardzo ważne w serii, lecz to już musicie zobaczyć sami.

Moja końcowa ocena będzie jak się spodziewacie wysoka. Za samą kreskę daje już 9/10 rzadko spotykana i bardzo ładna, nawet gdy ktoś ogląda DMC w małym formacie lub na urządzeniu przenośnym nie będzie miał problemu z „oczopląsem”. 6/10 daję za fabułę która jest bardzo dobra, lecz nie aż tak wspaniała jak w innych tytułach, fascynująca lecz momentami zbyt uboga. Muzyka, dubbing oraz Openingi mają u mnie pełne 9/10. Końcowa ocena jest taka – jesteś fanem anime gore? Lubisz tematykę demonów? W takim razie trafiłeś na dobrą recenzję, leć oglądać! Ogólna ocena 8/10.

About 

Related Articles