Blog o serialach i filmach anime – pozytywne, smutne, śmieszne

9 16 marca 2018

Recenzja Arrowa od CW

Recenzja Arrowa od CW
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Mam dziś dla Was świeżutką recenzją nowego serialu CW, Arrow. Nie będzie to jednak zwykły tekst, bo aby zwiększyć Wasze zainteresowanie, napisaliśmy dwie recenzje, z dwóch różnych punktów widzenia. Kobiecego i męskiego. Nie ujawnię Wam czy koniec końców zgodziliśmy się we wnioskach. Musicie sami dojść do końca tekstu. Jako, że jesteśmy kulturalnym portalem, a Panie mają pierwszeństwo, oddaje głos koleżance Rory Gillmore.

Strzał w me serce, czyli premiera Arrow

Jedną z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie premier tego sezonu był serial Arrow. Produkcja ze stacji CW, która wypromowała takie seriale jak Supernatural, Pamiętniki Wampirów czy Gilmore Girls miała duże prawdopodobieństwo zostania kolejnym serialem, którym będą podniecać się głównie nastolatki. Miałam jednak wielką nadzieję, że może zostanie wysłana tym samym torem co Supernatural, które z serialu dla nastolatek zamieniło się w coś poważniejszego. Czy tak będzie? Ciężko na razie stwierdzić. Wiem jedynie, że mamy ładnego pana i ładną panią i innych równie ładnych ludzi, czyli to wszystko co kochają amerykańskie nastolatki. Jak się prezentował pilot? Możliwe spoilery.

Serial Arrow powstał na podstawie komiksu „Green Arrow” ze stajni DC, z której wywodzą się między innymi Batman i Green Lantern. Historia jest prosta jak drut. Oto rozpieszczony syn miliardera jako jedyny przeżywa katastrofę jachtu i po pięciu latach powraca z bezludnej wyspy z pragnieniem zemsty oraz z nowymi umiejętnościami (które wzięły się chyba z powietrza, ale nie oceniajmy jeszcze). Zakłada zielony kostium z kapturem, bierze strzały i łuk i niczym współczesny Robin Hood rozprawia się z tymi złymi.
Nie czytałam komiksu, jakoś przygody bohaterów DC nie kręcą mnie tak bardzo jak Marvelowscy X-Meni czy Avengersi, ale na szczęście tu nie trzeba znać pierwowzoru by oglądać serial. Twórcy umiejętnie wyjaśniają nam co i jak i dlaczego się dzieje. Mamy więc głównego bohatera, Ollivera Queen’a, którego głos prowadzi nas przez akcję. Dostaliśmy kilka flashbacków, które wyjaśniły nam główne motywy zemsty bohatera, ale nie wyjaśniły nam dlaczego. Dodatkowo zostało nam postawionych wiele pytań, na których odpowiedzi musimy poczekać aż rozwinie się akcja.

Pilot mnie nie porwał, ale to pierwszy epizod, gdzie było wprowadzenie do akcji, więc się nie zrażam. Dodatkowo lekko po połowie odcinka akcja zaczęła nabierać rumieńców, a końcowy cliffhanger pozostawił mnie w kompletnej ruinie i z pragnieniem zobaczenia kolejnej odsłony zakapturzonego herosa.

Mamy więc sobie pobocznych bohaterów, których nawet nie dane nam było poznać, gdyż akcja skupiła się tylko na Olliverze. Ciężko mi cokolwiek o nich napisać, ale uważam, że z przyjaciela będzie interesujący czarny charakter.

W tym miejscu pozwolę sobie na skupienie się na głównym bohaterze, a raczej jego wyglądzie. Twórcy wiedzą co tygryski lubią najbardziej, więc mieliśmy kilka wspaniałych ujęć na idealny tors Ollivera, który został nam zademonstrowany w kilku pięknych zbliżeniach. Nie wiem jak Wam, ale mi zrobiło się naprawdę gorąco ;) Dodatkowo trzeba przyznać, że sam aktor, Stephen Amell, jest nieziemsko przystojny i jestem pewna, że jeśli wcześniej nie miał, to teraz z pewnością ma miliony mdlejących na jego widok wielbicielek. Nie znam twórczości tego pana, po sprawdzeniu filmografii stwierdziłam, iż nie widziałam żadnego filmu z jego udziałem, więc o aktorstwie ciężko mi się wypowiedzieć po kilkudziesięciu minutach, ale przekonał mnie. Aktorsko dla mnie jest dobry, a przynajmniej dawał sobie radę w tym odcinku. Jest wysportowany, umięśniony, przystojny, a jego uśmiech powoduje u mnie stany przedzawałowe. Chwilowo nic więcej mi nie trzeba.
Dodatkowym plusem jest umieszczenie w serialu jednej z lubianych przeze mnie aktorek, czyli Katie Cassidy. Uwielbiam ją od czasów Supernatural i tak pozostało. Nie miała zbyt wielkiego pola do popisu w tym odcinku, ale jestem o nią spokojna. Dziewczyna potrafi grać, jest niezwykle sympatyczna i nie da się jej nie lubić. Zobaczymy jak rozwinie się jej postać w całokształcie.

Chyba jedyne co mnie drażni, ale nie tylko w tym serialu, to sama postać samego herosa. Oto mamy sobie chłopaczka, który jest na pierwszych stronach gazet, w każdych newsach i ogólnie jest znany, a zakłada zielony kostium, wokół oczu maluje sobie zieloną krechę i nikt go nie rozpoznaje. Ciekawe…

Ogólna ocena jest pozytywna. Zaskoczyło mnie to wszystko na plus i cieszę się, że Arrow okazało się takie dobre i pewnie będzie jeszcze lepsze. Ma interesujących bohaterów, zaskakujące zwroty akcji i dla mnie, widza, który nie czytał komiksu, jest to coś niezwykle interesującego. Dlatego niecierpliwie czekam na kolejny odcinek.

Rory Gilmore

 

 

About 

Related Articles