Blog o serialach i filmach anime – pozytywne, smutne, śmieszne

10 16 czerwca 2018

Po pierwszym odcinku 3 sezonu Hawaii Five-0

Po pierwszym odcinku 3 sezonu Hawaii Five-0
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

La O Na Makuahine, czyli matki czyny zawinione…

Obojętne czy się lubi ten serial, czy nie, trudno nie przyznać, że Hawaii Five-0 jest bardzo sprawnie montowany – tempo akcji utrzymuje się na tak wysokim poziomie, że jeśli oglądamy odcinek nie w TV, a np. w sieci, to przy braku wymuszonych przerw reklamowych, ciężko jest kliknąć w pauzę.

Początek nowego sezonu w pełni to potwierdził – od pierwszych sekund akcja, i to na kilku planach, sprawnie sprowadzała główne wątki ku sobie: skutki decyzji China, efekty rozmowy detektywa McGarretta z matką, a przede wszystkim sprawę Wo Fata. No i pozostawało pytanie, które musiało pojawić się po finale drugiej serii – czy Kona utonęła? Niestety dla dramaturgii, jeszcze przed emisją premierowego odcinka do sieci trafiły tak zmontowane trailery, że można było się z nich domyśleć losu Kono.
La O Na Makuahine sporo z tych wątków wyjaśnia, choć nadal sprawa Wo Fata zostaje utrzymana jako wątek nieco ukryty w drugim planie, ale spinający akcję całego sezonu. Jest to zaleta, bądź przypadłość większości procedurali amerykańskich. Jedni z fanów pasjonują się poszczególnymi odcinkami, a psioczą na rozwlekłe teorie „spiskowe”, ale są i inni, którzy żyją właśnie tymi rozciągniętymi w czasie wątkami. Wybór jest tu kwestią całkowicie indywidualną.
Co można zarzucić startującemu w trzeci sezon Hawaii Five-0? Niewiele. W swojej kategorii serial ten wyróżnia się, moim zdaniem, sprawnym, dynamicznym montażem i akcją, której trudno wytykać dłużyzny. Pyskówki Steve’a i Danny’ego są naprawdę udane, dobrym pomysłem okazała się także postać trochę zdziwaczałego patologa, dr. Maxa Bergmana (gra go amerykański aktor japońskiego pochodzenia – Masi Oka – wszyscy fani „Herosów” z pewnością go kojarzą). Są oczywiście i wątki romansowe (choć akurat jakoś na razie nieco sztywnawe), są i rodzinne.
A jednak, można odnieść wrażenie, że jest w tym serialu wszystkiego nieco „za”: za dużo akcji, za dużo wątków i postaci. Dlatego wydaje się, że zdarzenia, które kierują działaniami ekipy Steve’a McGarretta – czasami – rozsadzają standardowy moduł czasowy przeznaczony dla seriali, czyli około 45 minut. Powstaje wtedy zgrabnie poskładany zestaw scen, ale historia wydaje się być opowiedziana „po łebkach”.
Żeby nie skończyć marudzeniem – wzrokowcy z pewnością doceniają Hawaii Five-0 również za przepiękne hawajskie krajobrazy, wspaniałą muskulaturę głównych bohaterów (którzy na szczęście dla pań, chętnie ją prezentują) oraz zgrabne sylwetki ich partnerek…

About 

Related Articles