Oglądam filmy i czytam książki, żeby uciec od życia

Chciałam zdradzić Wam dziś mój najmroczniejszy sekret.


Były takie czasy, że wchodziłam do domu po pracy i czułam się zdruzgotana. Miałam wrażenie, że życie mi się wali. Kiedy doszło do mnie, że najprawdopodobniej cierpię na poważną chorobę, przepłakałam całą noc. Przez prawie pół roku miałam lęki, nie mogłam spać w nocy, budziłam się cała oblana potem. Bałam się zostać w pustym pokoju sama, dlatego zawsze włączałam telewizor. Włączałam, żeby przytłoczyć moje najgorsze, najczarniejsze myśli.

Nabawiłam się przy okazji urazu do lekarzy, bo naczytałam się bredni w Internecie. Pamiętam moje pierwsze i ostatnie badanie, nie zapomnę tego uczucia do końca życia. Wyszłam zadowolona, ale w cichym mieszkaniu znowu przychodził strach.

Ostatni rok studiów stał się wtedy dla mnie śmiesznie prosty. Kolokwia? Zaliczenia? Praca magisterska? Obrona? Wszystko przejdę – myślałam. Zobaczyłam, jak głupia byłam wcześniej, jak przesadzałam z błahymi problemami, które nie miały tak naprawdę żadnego znaczenia. Moje życie stanęło na głowie.

Zazdrość o jedzenie

Zazdrościłam wszystkim, którzy mogli normalnie zjeść kiełbasę czy parówki. Patrzyłam, jak polewają przysmaki keczupem i musztardą, a później zjadają je ze smakiem.

Zawsze marzyłam do powrotu wagi sprzed ciąży – 47 kg, rozmiar XS oraz bezproblemowe zakupy. Filigranowa postura, wielkie oczy pomalowane czarnym tuszem. Jak ja za tym tęskniłam!

W momencie choroby schudłam bardzo szybko, ale wcale nawet o tym nie myślałam. Spadek wagi powodował jeszcze większy strach, bo jednak „to mogła być choroba, której imienia nie wolno wymawiać”. Nie mogłam cieszyć się z niczego. Chciałam tylko normalnie jeść i chodzić na długie spacery, wyjechać na wakacje, zapomnieć, ale finanse nie pozwalały…

Ucieczka

W tamtych czasach jedyną ucieczką od świata były filmy, seriale i książki, które oglądałam na potęgę. Czułam, że wchłaniają mnie coraz bardziej. Niektórzy w momentach depresji sięgają po alkohol, papierosy i narkotyki. Ja sięgałam po filmy, zamykałam oczy i stawałam się kimś innym. Jednego dnia byłam Anią z Zielonego Wzgórza, następnego głupkowatą Bridget Jones. Śmiałam się i płakałam z bohaterami, przejmowałam ich cechy charakteru, wkradałam się w ich życie bezceremonialnie. Czytałam beznadziejne powieści w stylu Greya, tylko po to, żeby zająć czymś myśli.

Nagle obudziłam się z filmowego snu zimowego. Pewnego razu stałam się bowiem Joanne Kathleen Rowling, obejrzałam całą jej biografię z wypiekami na twarzy. W jej ciele spędziłam nie tylko jeden dzień, wydaje mi się, że tkwię w nim do dziś. Nastąpił przełom, bo wcześniej z bohaterkami łączyła mnie tylko więź psychiczna, ja jedynie marzyłam o takim życiu pełnym przygód. Joanne sprawiła, że po pięciu latach chwyciłam za ołówek, odkurzyłam stary tablet i zaczęłam tworzyć pierwsze, nieudolne rysunki i grafiki. Później założyłam bloga, bo zawsze chciałam być pisarką i wiedziałam, że kiedyś stworzę historię, która porwie tłumy.

Czarodziejka Joanne

Nie stworzyłam, ale wymyśliłam. Jeszcze nie potrafię przekonać tłumów, ale garstka osób lubi to, co robię. Nie zostałam pisarką, ale blogerką i nauczycielką (Joanne też kiedyś uczyła w szkole!). Wyrwałam się z pustki, w której tkwiłam, a pomogła mi tylko jedna, jedyna osoba! Osoba, której wcale nie znam, czytałam tylko jej książki i obejrzałam biograficzny film.

Joanne dwa razy w życiu mi pomogła – w momencie, kiedy chodziłam do gimnazjum oraz wtedy, kiedy dopadła mnie choroba. Za każdym razem wyciągałam mnie z dołka. Czy to Potter wypowiadał zaklęcie? A może Joanne jest czarodziejką?

Dziś nie żałuję mojego najsłabszego okresu w życiu. Jak zwykle nic nie dzieje się bez przyczyny. Gdybym nie zachorowała, nie zaczęłabym również masowo oglądać filmów, czytać motywacyjnych książek, nie poznałabym nigdy historii życia Joanne, nie uświadomiłabym sobie, że otaczały mnie błahe problemy, z którymi każdy może sobie poradzić.

Tak, oglądałam filmy, żeby uciec od życia, ale w filmach jednocześnie odnalazłam swoje życie…

Zapisz

  • Oj, jak ja cię rozumiem…

  • Filmy i seriale także i mnie towarzyszyły w tych najgorszych chwilach. Dzięki za ten, jakże osobisty tekst! BTW. Jak nazywa się dokument o JK Rowling o którym pisałaś? Czuję, że i mnie przydałaby się taka dawka motywacji, bo ostatnio częściej niż kiedykolwiek wątpię w swoje siły.

    • Tytuł filmu to „Magiczne słowa: opowieść o J.K. Rowling”. Obejrzyj koniecznie! 🙂

  • Iza Ce

    Zawsze tak jest, że w momencie krytycznym (choroba, jakieś nieszczęście) zwykłe, życiowe problemy bledną i zaczynają się wydawać błahe. A w momencie, kiedy trudny okres przejdzie zaczynamy bardziej doceniać życie i codzienność.

  • Agata Maj Cher

    Mam nadzieję, że ze zdrowiem teraz wszystko ok. I masz rację – filmy i książki są dobrą terapią

    • Ze zdrowiem jest ok, nawet mogę czasem sobie jeść to, co niedozwolone 🙂 Kilka fajnych książek przeczytałam, które otworzyły mi oczy na kwestie żywienia.

  • Dla mnie książki też przez jakiś okres pełniły rolę najlepszych na świecie terapeutów, znajdowałam w nich wszystko to, co było mi potrzebne. 🙂
    Bookendorfina

Powiązane wpisy

Here you can find the related articles with the post you have recently read.