Marsjanin – samotność to taka (nie)straszna trwoga

Marsjanin to film, który robi wodę z mózgu. Chcesz się przekonać?


Ja chyba tego filmu do końca nie zrozumiałam, tzn. nie miałam pojęcia, czy rzeczywiście przekazuje coś sensownego. Owszem, wrażenie robi, ale czy skłania do przemyśleń? Myślałam, że nie. Był bo był, obejrzałam i tyle, ale dopiero niedawno do mnie dotarło, że jednak poruszono w nim jeden ważny życiowy motyw.

Samotność – (nie)straszna trwoga?

Dla mnie samotność jest czymś naturalnym. Nigdy nie miałam z tym problemu. Moi znajomi cierpieli, kiedy nikt nie zaprosił ich na imprezę lub gdy zbliżał się po prostu samotny tydzień. A ja? Z samotnością czułam się jak z najlepszą przyjaciółką. Momenty w pojedynkę ładowały moje akumulatory i muszę przyznać, że nadal tak jest. Myślałam zawsze, że samotność należy do mojego przeznaczenia, swego czasu sądziłam, że interesuje mnie tylko praca w domu, bo ja bez kontaktu z ludźmi świetnie sobie radzę.


A jednak straszna?

Los chciał, że doświadczyłam wreszcie samotności w najprawdziwszej postaci. Samotności podobnej do tej, która przytrafiła się bohaterowi filmu Marsjanin, chociaż ja na Marsie nigdy nie wylądowałam. Był to moment, kiedy straciłam pracę, a o nowej mogłam tylko pomarzyć. I chociaż tęskniłam za ludźmi, to robiłam wszystkim na przekór, nikogo nie chciałam widywać. Może dlatego, że czułam się gorsza? Ta samotność była najokropniejsza na świecie, ale…. no właśnie ALE!

Ale! Wtedy samotność sprzyjała jednemu – kreatywności. Dobre pomysły mnie nie opuszczały, rozwój szedł do przodu, wtedy właśnie jak nigdy poczułam, że potrzebuję zmian, przewartościowałam całe życie. Samotność uświadomiła mi, że ludzie są dla mnie ważni, a nie doceniałam nigdy kontaktu z nimi, ponieważ wokół mnie zawsze było dużo osób. Później zaczęły dziać się w moim życiu rzeczy WAŻNE, które pewnie nigdy nie miałyby miejsca, gdyby nie ta przykra sytuacja.

Marsjanin to film o samotności z bonusem

Dokładnie to samo przytrafiło się bohaterowi filmu Marsjanin. Doświadczył dotkliwej, głębokiej samotności. Warunki na Marsie pogarszały dodatkowo sytuację, facet musiał szybko się otrząsnąć i wziąć w garść. Tak samo jak mnie – nie opuszczała go kreatywność. Zrozumiał dzięki samotności, jak wielkie siły w nim drzemią, jak wiele potrafi zrobić w sytuacji zagrożenia życia.


To niesamowite, kiedy w bohaterze jakiegoś filmu widzisz swoje życie i problemy. Ukłon więc w stronę twórców Marsjanina za pomysł i realistyczne przedstawienie tematu. Świetnie ukazano motyw samotności, która dołuje, ale jednocześnie potrafi zmotywować jak nic innego. Tak naprawdę jest to historia zwykłego człowieka, tylko przystrojona marsjańską otoczką. Trudno nie docenić pomysłu.

Jak jest teraz?

Teraz nadal lubię samotność, celebruję każdą chwilę, którą mogę przeznaczyć tylko dla siebie. Wiem jednak, że na dłuższą metę nie zniosłabym życia bez ludzi, ale chwilami potrzebuję odskoczni. Znajomi wtedy dziwią się, patrzą na mnie krzywo, żałują i pytają: „Ale jak to? Jak możesz być sama?”. Mogę, bo lubię to, akceptuję w sobie tę cechę, chociaż początkowo myślałam, że może być coś ze mną nie tak. Nie! To nieprawda! I zapewniam cię, że jeżeli jesteś w podobnej sytuacji, nie masz się czym przejmować.
Samotność nie jest straszna, a nawet jeżeli się przytrafi, może tylko popchnąć cię do przodu.

Ocena końcowa: 5/6

 

Powiązane wpisy

Here you can find the related articles with the post you have recently read.