Blog o serialach i filmach anime – pozytywne, smutne, śmieszne

10 16 września 2018

Kolejna odsłona zakapturzonego wojownika – Arrow

Kolejna odsłona zakapturzonego wojownika – Arrow
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Jestem po kolejnej odsłonie współczesnego Robin Hooda, czyli Olivera Queena, znanego nam również jako Green Arrow. Serial zadebiutował tydzień temu i zebrał dobre recenzje. Nawet Dominik po pewnym czasie zaczął się przenosić na jasną stronę mocy ;) Tymczasem nasz bohater nie próżnował przez okres adaptacyjny po powrocie z bezludnej (?) wyspy. Możliwe spoilery!

Zacznę może od tego, że nie lubię się mylić, a raczej może nie lubię zmieniać swojego zdania. Dlatego z pewnym strachem podeszłam do drugiego odcinka serialu Arrow. Miałam rację, że się obawiałam, ale w sumie tylko połowicznie. Już tłumaczę o co chodzi.
Drugi epizod był poprowadzony w tym samym stylu co pilot. Dużo tłumaczenia o co chodzi, co w tym momencie już zaczyna drażnić. Po co przez połowę czasu tłumaczyć co się działo w pilocie? Trochę tu strzelili sobie w kolano, ale ogólnie mogę im wybaczyć, gdyż chcą by każdy łapał o co biega w fabule, a jeśli ktoś świeżo zaczął od drugiego odcinka, zapewne przez nieustające kataklizmy, pomijając pilota, to mógł zostać zachęcony. Mam szczerą nadzieję, że nie popełnią już tego błędu w kolejnym tygodniu.
Dodatkowym minusem jest narracja. Jest taka… nijaka. Oliver gada bezpłciowym głosem o jakichś, za przeproszeniem, pierdołach i czasem ma się ochotę mu strzelić w twarz by może to dodało mu odrobinę ikry. Jednak w sumie aż tak bardzo to nie przeszkadza, ale przy dłuższym słuchaniu ma się ochotę wcisnąć „wycisz”.
Co dalej mogę zaliczyć do minusów… No dobra, wciąż będę się czepiać tego nie rozpoznawania człowieka. Może i jak ma ten kaptur na głowie to ciężko go poznać, ale serio, stoi sobie blisko gościa, ma zielone cienie na powiekach i to jest zamaskowanie? Nie łapię tego. Plus, ten kaptur ma jakieś magiczne właściwości, gdyż kiedy Oliver go ściąga to zielone mazidło samoistnie znika. Magia?

Skończyłam więc z narzekaniem :) Teraz przejdziemy do plusów.

Druga połowa była świetna! Znów mnóstwo akcji, zmiany, akcja, zmiany, akcja. Jeju, tyle tego było! Przede wszystkim Oliver i Laurel. Piękna scena godzenia się z lodami, która zakończyła się walką z Chińską Triadą. Fantastyczna akcja. Ogólnie cieszę się, że w tym odcinku Katie Cassidy miała więcej pola do popisu. Przede wszystkim nie jest już mimozyczną dziewuszką, która stoi i wygląda, ale pokazała pazurki. Jak wspominałam poprzednio to bardzo lubię tą aktorkę i liczę, że postać Laurel się wykaże nie raz.
Thea, siostra Olivera, jakoś niezbyt mnie przekonuje. Drażni mnie gra Willi Holland, jakoś nie wydaje mi się by wczuwała się bardzo w postać. Nie będę oceniać, gdyż w końcu miała do powiedzenia więcej niż dwa zdania, ale może się jeszcze rozkręci. Póki co widać, że przejęła dziedzictwo brata i imprezuje za dwoje.
I mamy Olivera, który za radą byłej dziewczyny postanowił pokazać światu, że wciąż jest tym niepoprawnym imprezowiczem. Zmylił w ten sposób mamuśkę, która miała kolejne tajemnicze spotkanie i okazuje się, że Ollie ocalił tym samym swoje życie.
No i nie zapominajmy o flashbackach. Wyspa, która okazała się jednak zaludniona przyniosła nam pana w kapturze, który postanowił upolować głównego bohatera. Strzała przeszła idealnie, zapewne lekko mijając serce. Chociaż wyjaśniło się pochodzenie jednej z wielu blizn na przecudownym torsie Olivera. No i mamy tajemniczą książeczkę z nazwiskami, która jak się okazało tych nazwisk wcale nie posiadała w momencie znalezienia jej przez naszego bohatera. Zawierała za to jakiś dziwny symbol, który później zobaczyliśmy na notesie (?) mężczyzny, z którym spotkała się matka Olivera.

Odcinek nie powalił mnie na kolana, ale nie było też źle. Znów powtórzyła się sytuacja z pilota, gdy pierwsza część była przegadana i nijaka, a druga połowa była świetna z wartką akcją. Póki co można wybaczyć ten manewr, ale jednak jeśli wciąż się to będzie powtarzać to wątpię by serial się utrzymał przez dłuższy czas. Chociaż z drugiej strony to CW, które lubi trzymać większość seriali w ramówce. Jednak myślę, że pokazywanie idealnie wyrzeźbionej klaty Stephena Amella, która nawet z tymi bliznami powoduje u mnie hiperwentylację, na dłuższą metę nie będzie skuteczne.
Trzymam jednak kciuki za tą produkcję i czekam niecierpliwie na kolejne odcinki, a już specjalnie na piąty, w którym pojawi się John Barrowman, znany jako kapitan Jack Harkness z Doctora Who, a następnie z Torchwood.

About 

Related Articles