Blog o serialach i filmach anime – pozytywne, smutne, śmieszne

8 16 listopada 2018

Falling Skies – Naiwnie i nielogicznie – Recenzja 2 sezonu

Falling Skies – Naiwnie i nielogicznie – Recenzja 2 sezonu
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Pierwszy sezon Falling Skies był dla mnie naprawdę dużym objawieniem. Po wielkim zawiedzeniu Walking Dead i jego nudnymi osobistymi wątkami, serial, w którym scenarzyści stawiali na akcję i dynamikę wpadł mi w oko od razu. Oczywiście również tutaj pojawiały się sceny smutne, wzruszające, romantyczne. Było sporo patosu, ale szło to wytrzymać. Sezon drugi rozpoczął się od wyjaśnienia co działo się na statku obcych, na który Tom Mason wszedł dobrowolnie. Liczyłem, że akcja będzie szła wartko, ale już kilka pierwszych odcinków wyprowadziło mnie z błędu (o czym pisałem tutaj). Zobaczcie co działo się w dalszej części sezonu.

Niestety drugi sezon był gorszy od pierwszego chyba pod każdym względem. Nie dość, że budżet został wyraźnie przycięty, co widać po dużo gorszych efektach specjalnych, małej ilości scen walki i nie dużej ilości statystów. Niestety również akcja straciła mocno tempo, a scenarzyści postawili na rozwijanie relacji pomiędzy postaciami. Zaczął się patos i patetyzm. Długie smutne rozmowy o przemijaniu i związkach.

Nie cierpię takiego podejścia do apokalipsy, bo zakłada, że nawet kiedy ludzkość praktycznie wymiera, to nic się nie zmienia w samych ludziach. Naiwne jest sądzenie, że po tylu miesiącach walki i ciężkiego życia, żołnierze dalej są normalnymi ludźmi z niezachwianym systemem moralnym.

Najmocniej irytował mnie związek na linii Hal i Maggie. Niby nastolatkowie, ale jednak w tej sytuacji są już dawno dorośli, tymczasem zachowują się jak na przerwie w liceum, robią jakieś podchody, niewinne buziaczki. Przykro mi, ale kompletnie tego nie łykam. Oni są na wojnie, sex jest jednym ze sposobów rozładowywania napięcia, a oni żyją w jakimś celibacie.

Rozumiem chęć twórców, pokazania nam psychiki człowieka w sytuacji apokalipsy, ale czemu jest to tak naiwna wizja? Czy naprawdę najmroczniejszą postacią musi być Pope, który zły jest tylko z opisu, ale kiedy przychodzi co do czego zawsze postępuje jak grzeczny mały piesek?

Twórcy stracili umiejętność pisania wielopoziomowych postaci. Wszystko zostało spłaszczone do naiwnej wizji. Są to niemalże te same grzechy, które zarzucam Walking Dead i nie rozumiem dlaczego serial poszedł tą drogą.

Przejdźmy zatem do fabuły, chociaż i tutaj fajerwerków nie było. Wszystko kręciło się wokół wyjazdu do Charlestown i ucieczce przed obcymi. Potem doszła do tego jeszcze rewolucja skittersów, która jednak nie została przedstawiona zbyt dokładnie. Twórcy woleli się skupić na płakaniu i okrągłych zdankach.

A ja wciąż czekam na serial apokaliptyczny, który nie rozsypie się przy pierwszym logicznym myśleniu. Niestety zarówno Walking Dead jak i Falling Skies, zakładają, że widz zamknie gębę i uwierzy w to co mówią scenarzyści. Zadanie jakiegokolwiek pytania równa się kompletnej rozsypce fabuły. Przykładowo, obcy wielokrotnie wiedzą gdzie znajduje się drugi pułk, czemu wysyłają kolejne fale piechoty, skoro już tyle ich zostało rozbitych? Zapomnieli o tym, że mają setki bomb, którymi zniszczyli tysiące miast na ziemi?

Samo zakończenie jest pół-satysfakcjonujące. Charlestown odnajduje się, a w nim Terry O`Quinn jako burmistrz i rewolta wojskowa po drugiej stronie. Oczywiście dwie minuty po wejściu bohaterowie już mieli złe przeczucia na temat tego miejsca i w ciągu trzech godzin doszli do wniosku, że to miejsce ssie pałkę i czas wrócić na wojnę. Potem wojskowa rewolta, kolejna rewolta, jeszcze jedna. Wymiany w areszcie zachodzą częściej niż na boisku do koszykówki. Koniec końców Tom Mason i drugi pułk wyruszają na misję niemożliwą, wysadzają tajną broń kosmitów, Tom zabija rybogłowego patykiem, a rebelia skrittersów pojawia się w ostatniej chwili, co było do przewidzenia nawet dla średnio-rozgarniętego psa.

Wielka szkoda, że muszę tak krytycznie pisać o serialu, który tak dobrze rozpoczął. Przed nami jeszcze co najmniej jeden sezon (miejmy nadzieję, że na nim skończymy). Nie mam jednak nadziei na to, że coś zmieni się w kierunku produkcji. Spadające parasolki z kolejnymi kosmitami nie zwiastują jakiejś wielkie rewolucji, chociaż kto wie? Może to nowi sojusznicy, którzy pomogą pokonać najeźdźców. Nie fabuła jest tu jednak największym problemem, ale klimat serialu, a ten upadł. Na tym twórcy powinni się skupić i kto wie, może serial wróciłby do moich łask.

About 

Related Articles