Blog o serialach i filmach anime – pozytywne, smutne, śmieszne

12 16 listopada 2018

Arrow – Chybiony strzał, czyli gdzie strzelasz pacanie?!

Arrow – Chybiony strzał, czyli gdzie strzelasz pacanie?!
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Arrow – Chybiony strzał, czyli gdzie strzelasz pacanie?!

Na Arrowa czekałem z ogromnymi obawami. Bo mamy oto stację, w której niemalże każdy serial jest przesłodzony i rozmiękczony jak chleb rzucany kaczkom. Poza Supernaturalsami, których dostali w spadku, chyba nigdy nic dobrego im nie wyszło. Bałem się więc jak diabli, kiedy usłyszałem, że biorą się za superbohatera.

Nie będę opisywał fabuły, bo Rory zrobiła to świetnie. Zajmę się zatem moimi odczuciami. CW wybrała na swojego Arrowa Stephena Amella, gościa z zerowym doświadczeniem i z niczym ciekawym do pokazania (no może poza mięśniami, ale one mnie umiarkowanie interesują). Jego aktorstwo to definicja gry jednej miny. Przez 40 minut odcinka cały czas ma jeden wyraz twarzy. Przebolałbym to jednak, zrzucił na karb twardości superbohatera, ale niestety pozostałe elementy zawodzą równie mocno.

Przede wszystkim mamy scenariusz dziurawy jak ser szwajcarski. Rozumiem, że zachowujemy coś dla widza na późniejsze odcinki, ale wyjaśnijcie mi kilka rzeczy. Skąd w Ollivierze chęć zemsty? Skąd ma listę i skąd ma umiejętności takie jak włamywanie się do pilnie strzeżonych kont bankowych. Serial wmawia nam, że dzięki zmontowanej w piwnicy strzałce, można ot tak przelać sobie 40 baniek na własne konto. Ja rozumiem, że to jest serial o superbohaterze i nie musi być w 100% realistycznie, no ale litości! Jedyne sensowne uzasadnienie tego wszystkiego jest takie, że na wyspie Olliver znalazł bazę szkolenia agentów CIA.

W zasadzie to wszystko dałoby się ładnie wyjaśnić. W końcu główny bohater jest milionerem. Niech znajdzie sobie pomocnika. Kogoś zaufanego kto będzie mu pomagał z umiejętnościami, których nie posiada. Nie wiem czemu z tego zrezygnowano.

Co gorsza, nasz bohater nie ma ideologii. Nie wiem co to za bohater bez poglądów, ale właśnie taki jest Olliver. Ja po pierwszym odcinku kompletnie nie wiem co skłoniło go do zostania superbohaterem. Gdzie jest ta niesprawiedliwość, która popycha ludzi do heroizmu? Czy na wyspie coś się wydarzyło? Dlaczego nie ujawniono choćby skrawka tajemnicy? Czy w ogóle zostanie to ukazane? Nie wygląda na to.

Na tym nie kończą się niespójności Ollivera. Czy zmienił się? Po co nadal udaje imprezowicza i lekkoducha? Czemu z tego nie zrezygnuje? Rozumiem, że superbohater musi mieć normalne życie i przykrywkę, ale powinno mu to sprawiać trudność. Tymczasem on beztrosko imprezuje i wygłasza ‚płomienne’ toasty.

Celność przeciwników Arrowa pominę i założę, że tak to już jest z adaptacjami komiksów, ale naprawdę nie lubię kiedy bohater leci prosto na karabin maszynowy, a kule go omijają.

Myślicie, że jest źle? Dopiero się rozkręcam. CW poszło na całość i historie naładowało patetyzmem po uszy. Po pilocie czuje się jakbym wykąpał się w patosowej zupie. Aktorka grająca siostrę głównego bohatera jest klasyczną postacią z CW. Mówi przez zęby, gra fatalnie i jest strasznie zmanierowana. Nie lepiej jest z dialogami. Nadmuchane, nadęte, okrągłe zdanka. I nic nie pomogą tu wsadzone na siłę dwa odniesienia popkulturowe (Jedno do Lostów, a drugie jeszcze gorsze, do Zmierzchu).

Rozmów w zasadzie za wiele tu nie ma, ale jeśli są to powodują co najmniej odruch wymiotny. Wszystkie wątki damsko męskie zostały poprowadzone z patosem godnym CW. Brawo…

Arrowowi daje jeszcze jeden odcinek na wyjaśnienie wszystkich tych niespójności. Mnie niestety cliffhanger nie zaskoczył, bo obstawiałem, że porwanie to wewnętrzna robota. Serial spełnił wszystkie moje obawy. Został nakręcony bezmyślnie, fatalnie wyreżyserowany, a twórcy komiksu powinni odrąbać głowę prezesowi stacji (chyba, że komiks niczym się nie różni od serialu, w tym wypadku niech odrąbią sobie). Nie było żadnego klimatu, żadnego mroku, tylko rozpieszczony chłopczyk, który nie ma na siebie pomysłu, ma umiejętności z kosmosu i jeden wyraz twarzy.

About 

Related Articles