anime Orange recenzja

Anime Orange – niezwiązanych serc nic nie zdoła rozdzielić

Długo zabierałam się za recenzję anime Orange, ponieważ bałam się, że emocje wyleją się ze mnie niczym sok pomarańczowy na czystą, śnieżno-białą bluzkę i nie pozwolą na racjonalne przeanalizowanie fabuły.

Nie sposób jest podejść na spokojnie do anime, na które czekasz latami, bo manga zachwyciła do tego stopnia, że zżarłaś pazury przez porażające emocje. Nie sposób zachować obiektywizm, bo łączysz się uczuciowo z twórcą i wiesz, że sam najchętniej ukradłbyś ten wspaniały pomysł. Jednak myślę, że przestanę się wzbraniać i napiszę, co myślę o „Orange” już dziś. Najwyżej zmienię ocenę, jeżeli po czasie uznam to za stosowne.

Weź nie czytaj, jak nie musisz:

Pewnego dnia, Naho Takamiya otrzymuje bardzo szczegółowy list od siebie z przyszłości. Czy uda jej się nie popełnić tych samych błędów i zmienić bieg wydarzeń na lepszy?

Fabularna bomba:

Co tu dużo gadać. Jestem wielką fanką wszelkich motywów związanych z podróżami w czasie i z wielkim entuzjazmem oglądam i oceniam filmy/seriale/anime w takich kilmatach. Co nie znaczy, że zawsze nastawiam się optymistycznie. Tyle już widziałam, że można uznać mnie za bardzo wymagającego widza i byle co mnie nie zadowoli. Czułam jednak, że pokocham „Orange”.  Wcale się nie pomyliłam. Najbardziej podoba mi się niebanalny motyw podróży w czasie. Mało tego – pojawia się forma listów, którą również ubóstwiam (zwłaszcza w książkach). W żadnym filmie listy nie zostały podane w tak interesujący sposób. Jestem wręcz zakochana. Autorka mangi zaciekawiła mnie już kilka lat temu, a teraz moje uczucia jeszcze bardziej urosły.

Postacie – facet z opery mydlanej:

Wielkim plusem anime Orange są bohaterowie, których nie da się zaszufladkować. Przyszłościowe rozważania głównej bohaterki przedstawiono pomysłowo i jednocześnie pojawiają się one w najmniej oczekiwanych momentach. Podobają mi się zwroty akcji. Parka zbliża się do siebie, a tu nagle wszystko się zmienia i nadal nie wiesz, jak opowieść się zakończy. Genialny zabieg. Na tych niepozornych „uderzeniach” widz zostaje wybity z tropu. Tak naprawdę nikogo nie da się nie lubić, chociaż z jednej strony brakuje mi prawdziwego złego charakteru. W końcówce nieco denerwował mnie główny bohater, bo ryczał gorzej niż baba.

Muzyka do płaczu:

Muzyka to majstersztyk! Zwłaszcza ending porusza serduszko. Moje feelsy szaleją, kiedy go słucham i czytam słowa piosenki z anime Orange: „Jeśli dane mi już zawsze darzyć cię uczuciem, niech nawet dla ciebie pozostanie tajemnicą, bo niezwiązanych serc nikt nie zdoła rozdzielić”. I jak tu nie ryczeć?

Lajki za:

  • Niebanalny pomysł na „podróż” w czasie.
  • Dużo feelsów.
  • Zgrabnie podany motyw listów.
  • Postaci, których nie da się nie lubić.
  • Pogłębiona charakterystyka bohaterów.
  • Muzyka, która poruszy nawet najbardziej zatwardziałe serducho.

Nie lubię za:

  • brak zepsutego do szpiku kości bohatera

Ocena końcowa – 5 – (bardzo mały minus)

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Powiązane wpisy

Here you can find the related articles with the post you have recently read.